Zgodnie z tym rzymskim zwyczajem to Hengest został zarządcą militarnym.

Założenie barbarzyńskich osad wewnątrz lądu spowodowało, że rozbudowana linia obronna wzdłuż „Saskiego brzegu” stała się niemal bezużyteczna, jak lamentuje brytyjski mnich Gildas Mędrzec:

„Przypieczętowali los Brytanii spraszając doń (jak wilki do stada owiec) srogich Sasów [sic!], rasę nieprzyjazną Bogu i ludziom, aby odpierali ataki północnych narodów. Nic nie było tak zgubnego dla naszego kraju, nic nie było tak nieszczęśliwego. Jakaż namacalna ciemność musiała opaść ich umysły – ciemne, zdesperowane i okrutne! Tych samych ludzi, których obawiali się bardziej niż śmierci, gdy byli nieobecni, zaproszono, aby żyli, jak można by rzec, pod jednym dachem”.

Jutowie zaczęli stawiać coraz bardziej wygórowane warunki swoim podzielonym gospodarzom. Ile razy Brytowie grozili, że wstrzymają dostawy prowiantu, Jutowie odgrażali się zerwaniem sojuszu i splądrowaniem kraju. Vortimer, syn Vortigerna zebrał armię i zaatakował osiedleńców. Pod Aylesthrep padł wraz z Horsą, bratem Hengesta i współwładcą Kentu. W następnym roku obie strony starły się ponownie pod Creganford.