Często porównywany do amerykańskiego fotoreportera Weegee, przez podobieństwo w niezwykłości przekazu trudnego życia wielkomiejskiego, Metinides stworzył brutalną, lecz kuszącą wizualnie (prawie filmową) „kronikę śmierci”. Jego prace są skadrowane i skomponowane z doskonałym wyczuciem, dają wrażenie wręcz ustawionych. Stawały się tym bardziej rozpoznawalne i głośne w świecie artystycznym, im bardziej traciły na dziennikarskiej świeżości i aktualności. Pełne szacunku dla ludzkich tragedii, zaczęły żyć własnym życiem, jakby poza krótkotrwałą rzeczywistością, którą miały rejestrować.
Od najmłodszych lat Metinides należał do Czerwonego Krzyża i choć nikt nie oczekiwał od niego pomocy na miejscu tragedii, zawsze po zrobieniu zdjęć włączał się do akcji ratowniczej. Kosztowało go to kilka złamań, poważnych oparzeń, a nawet obrażenia czaszki. Fotografując właśnie pracę ratowników Czerwonego Krzyża dostał zawału.
Enriqe Metinides przeszedł na emeryturę w 1993 roku, ale nie przestał fotografować.