Kontrwywiad KGB wiedział, że z rezydentury w Londynie wyciekają ściśle tajne informacje. Gordijewski był jednym z głównych podejrzanych, ponieważ był jednym z niewielu, którzy mieli do nich dostęp. Dostarczone z Waszyngtonu przez Aldricha Amesa informacje tylko potwierdziły ich podejrzenia, lecz nadal nie mieli żelaznych dowodów. W maju 1985 roku Gordijewskiego wezwano pod pretekstem poufnej konsultacji do Moskwy. Gordijewski podejrzewając zasadzkę, zastanawiał się, czy jechać, lecz pod namową Brytyjczyków, którzy powtarzali, że nie ma podstaw do niepokoju, postanowił pojechać.
19 maja 1985 roku Gordijewski był już w Moskwie. Przez pierwsze dwa tygodnie nic się nie działo, nikt nie chciał się z nim widzieć, tylko kazano mu czekać. Dopiero 27 maja zadzwonił generał Wiktor Fiodorowicz Gruszko, zastępca szefa I Zarządu Głównego KGB, nakazując Gordijewskiemu stawienie się w daczy generała. Tam poczęstowano go kanapkami i kawą z dodatkiem narkotyków. Następnie oświadczono mu, że jest agentem i pracuje dla Anglików. Przesłuchanie trwało przez 24 godziny. Gordijewski mimo narkotyków nie powiedział nic, co mogło go skompromitować.