W nocy z 22 na 23 września z lotniska mokotowskiego wystartował samolot myśliwski P.11 pilotowany przez mjr. Eugeniusza Wyrwickiego. Jako pasażer dołączył ppłk. Mateusz Iżycki, który z rozkazu gen. Rómmla miał dotrzeć do kwatery Naczelnego Wodza marsz. Edwarda Rydza-Śmigłego, zdać relację o sytuacji panującej w Warszawie i uzyskać rozkaz w sprawie kontynuowania obrony lub kapitulacji. Myśliwiec doleciał na Węgry, gdzie obaj oficerowie zostali internowani. Niemniej za pośrednictwem polskiego poselstwa w Budapeszcie wiadomość od Rómmla dotarła do Rydza-Śmigłego. Naczelny Wódz w odpowiedzi rozkazał, iż „Warszawa winna bronić się tak długo, jak starczy zapasów żywności i amunicji”. Rozkaz ten nigdy nie dotarł do oblężonej stolicy.

25 i 26 września oddziały niemieckiej 8 Armii, dowodzonej przez gen. Johannesa Blaskowitza, przypuściły szturm na lewobrzeżną Warszawę. Obrońcom udało się utrzymać główne pozycje na wszystkich odcinkach. Ich sytuacja była jednak krytyczna. Po klęsce nad Bzurą nie było już nadziei na jakąkolwiek odsiecz z zewnątrz. Kończyły się zapasy amunicji, żywności, lekarstw i środków opatrunkowych. Na skutek zniszczenia kotłowni i hali maszyn Elektrowni Warszawskiej oraz uszkodzenia Stacji Filtrów miasto było pozbawione prądu i bieżącej wody.