Uciekinierzy biegli w kierunku bramy, krzycząc „Bracia, nie strzelać, otwórzcie bramę!”, po czym jeden z rozbrojonych wartowników rzeczywiście otworzył bramę.
Po wyjściu z obozu, uciekinierzy skierowali się na południe, w stronę Lasów Kozłowieckich. Na trasie było grząskie pole, przez co musieli biegnąć dwiema miedzami, stając się łatwym celem. Ponadto, strzelano do nich z Willysa, który jednak szybko umilkł po ostrzelaniu przez uciekających akowców. Strzelał również jeden milicjant. Mimo to, trafionych zostało tylko trzech żołnierzy, z czego jeden był ciężko ranny i trzeba było go nieść na płaszczu. Nie ruszył za nimi żaden pościg z obozu.
Po 3,5 kilometra biegu dotarli ostatkiem sił do lasu. Mieli dużo broni, ale brakowało im amunicji. Wybrali dowódcę – por. Piotra Mierzwińskiego ps. „Wierny”. Zdecydowali, by na początku wyruszyć na południe celem zgubienia pościgu i maksymalnego oddalenia się od Skrobowa, a następnie skierować się na północny zachód, na teren Mariana Bernaciaka ps. „Orlik”, by dołączyć do jego oddziałów.