W marcu 1945 internowani zaczęli myśleć o ucieczce. W grypsach informowano, że żołnierze sowieccy wycofali się w większości z ziemi lubelskiej, a akowcy odnawiają kontakty i ponownie łączą się w grupy o charakterze samoobrony przed represjami. W Niedzielę Palmową 25 marca więźniowie otrzymali w paczce informację, że wkrótce zostaną wywiezieni do ZSRR, przebrani uprzednio w mundury niemieckie. Pod wpływem tej informacji zdecydowali się na bezzwłoczne podjęcie próby ucieczki. Najstarszy stopniem więzień – ppłk. Edward Pisula uznał, że akcja jest bardzo ryzykowna, jednak jej nie zabronił. Zaplanowano ją na wtorek 27 marca.

Rano, przy formowaniu grup wychodzących do pracy, doszło do zamieszania i wśród 60 oddelegowanych znalazło się 15 niewtajemniczonych w plan ucieczki; a tyle samo, wiedzących o planie zostało w budynku. Więźniów podzielono na cztery grupy, które miały wykonywać różne prace. W grupie pracującej przy obieraniu ziemniaków, około godziny jedenastej, jeden z akowców poprosił wartownika o ogień, po czym szybko go rozbroił, gdy ten sięgał po zapałki. Pozostałe grupy niemal jednocześnie zaatakowały i rozbroiły strażników, po czym wtargnęły z pepeszami do koszar i zdobyły amunicję oraz broń od pilnujących obóz.