Przesłuchania odbywały się w charakterystycznym, białym budynku. Więźniów zazwyczaj nie bito, ale grożono im długim zesłaniem na Syberię. Przesłuchiwano tylko niewielką część internowanych, było również kilku konfidentów którzy regularnie informowali o tym, co się dzieje w obozie. Szybko zostali jednak wykryci przez internowanych, przez co nie byli skuteczni.
Pod koniec listopada 1944, wraz z dwoma wyższymi oficerami, wizytę w obozie złożył Aleksander Zawadzki. Powiedział więźniom, że to on ich tu umieścił i że powinni się cieszyć z bycia w Skrobowie, a nie w Związku Radzieckim. Szydził z internowanych, porównał Skrobów do kurortu. Rozwścieczyło to akowców, którzy otoczyli Zawadzkiego, po czym zostali roztrąceni przez wartowników.
4 grudnia 1944 siedmiu więźniów – szeregowych i podoficerów uciekło z obozu. Po zmroku i w mgle przeczołgali się rowem odpływowym pod ogrodzeniem z drutu kolczastego, po czym przecięli zewnętrzne ogrodzenie prymitywnymi nożycami. Czterech jednak zostało ujętych, a los pozostałych trzech jest nieznany.
Ucieczka mały|alt=Rozległe pole uprawne, w oddali widać las i zarośla|Pole uprawne na trasie ucieczki, około 1,5 km od obozu