Trzeba tu nadmienić, że koniec lat 50. i początek lat 60. był okresem, kiedy tworzenie piosenek należało o autorów piszących na zamówienie firm wydawniczych, a nie do samych wykonawców – nawet jeśli pojawiały się takie postacie jak Buddy Holly czy Chuck Berry. Dopiero sukces muzyków z Greenwich Village (zwłaszcza Boba Dylana i Tima Hardina) zmienił to podejście. Ale do 1963 r. Neil znajdował się we wrogim obozie, wieczorami wykonując folkowe utwory w kafejkach, a w dzień komponując popowe kawałki dla firm wydawniczych. Muzykom folkowym musiał wydawać się dość dziwną i dwuznaczną postacią – autor popowych przebojów wśród purystów folkowych! Otaczała go więc aura tajemniczości i podejrzliwości, co powodowało, że inni muzycy stronili od niego. Dopiero po pewnym czasie, gdy wypracował sobie reputację znakomitego wykonawcy folkowego, świetnie sprawdzającego się na scenie, zaczął cieszyć się wielkim poważaniem i był admirowany, zwłaszcza przez innych twórców-piosenkarzyAngielski termin singer-songwriter. Neil dysponował także znakomitym głosem, naturalnym barytonem, brzmiącym jak głos mężczyzny poprzedniej generacji, co także powodowało, że trochę odstawał od reszty folkników.