„Karolak Marian burmistrz miasta Jedwabnego, wydał nam rozkaz wszystkich Żydów znajdujących się na Rynku zagnać do stodoły ob. Śleszyńskiego Bronisława co i my uczyniliśmy. Przygnaliśmy Żydów pod stodołę i kazali wchodzić co i Żydzi byli zmuszeni wchodzić. Po wejściu do stodoły zamknęli stodołę i podpalili, kto podpalał tego ja nie widziałem. Po podpaleniu ja poszedłem do domu, a Żydzi spalili się w stodole. Wszystkich Żydów było więcej jak tysiąc osób”.

Do podpalenia użyto dwóch baniek nafty wydanych z postsowieckiego magazynu. Nie udało się jednoznacznie ustalić, kto ze sprawców zbrodni podłożył ogień.

Masowemu mordowi, tak samo jak w Radziłowie, towarzyszył rabunek mieszkań pomordowanych, a także obława na tych, którym udało się ukryć. Źródła mówią o konnych patrolach przeczesujących okolicę. Pozostała część mieszkańców Jedwabnego zachowała się biernie w czasie morderstwa i rabunków. Śledztwo IPN nie ustaliło, czy bierność ta wynikała z zastraszenia przez sprawców zbrodni, czy z przyzwolenia na nią.