Kolejnym dowodem na zaplanowany charakter zbrodni są zeznania mówiące o poszukiwaniu stodoły nadającej się – podobnie jak w Radziłowie – do dokonania egzekucji. Od samego rana 10 lipca, polscy mieszkańcy miasta i sąsiednich miejscowości wypędzali Żydów z domów i zapędzali ich na rynek miasta. Tam bili ich i dopuszczali się innych form przemocy, kazali im sprzątać plac i m.in. wyrywać trawę spomiędzy płyt bruku. Kilka uwięzionych tam osób zostało wówczas zamordowanych. W mieście przebywało tego dnia kilku żołnierzy niemieckich, którzy pomagali w spędzaniu Żydów na rynek. Śledztwo IPN nie pozwoliło ustalić, czy byli oni obecni również przy dalszych etapach zbrodni. Nie udało się w sposób jednoznaczny ustalić, jaki był udział Niemców w tych wydarzeniach. Wiadomo, że w Jedwabnem był posterunek niemieckiej żandarmerii zapewne jedenastoosobowy. Według wielu zeznań, a także z relacji Szmula Wasersztajna wiadomo, że 10, a może nawet dzień wcześniej 9 lipca do Jedwabnego „przyjechali gestapowcy taksówkami” i odbyli naradę z władzami miasta. Było to najprawdopodobniej wspomniane już komando pod dowództwem Hermana Schapera. W niektórych zeznaniach powtarza się informacja, że Niemcy fotografowali znęcających się nad Żydami Polaków.
Źródło i licencja
Fragment artykułu Wikipedia — Pogrom w Jedwabnem · historia autorów.
Tekst: CC BY-SA 4.0. Wydzielono fragment z dłuższego artykułu.