Nazajutrz wymusiła ona od gospodyni wesela podarowanie jej wypożyczonej przez Zdzisławę Kalitową zastawy stołowej, natomiast zawzięty Jan Sojda poczuł się bardzo urażony wysuwanym wobec jego rodziny zarzutami złodziejstwa. Słowami „wyplenię Kalitowe plemię” miał grozić rodzinie Kalitów za rzekomą zniewagę i pomówienie dotyczące kradzieży żywności z wesela i wymuszenia zastawy i faktycznie zaplanował taką zemstę.

Potrójne morderstwo thumb|Autobus międzymiastowy San H100 W nocy 24 grudnia 1976 r. przed kościołem w Połańcu został zaparkowany niebieski autobus marki San, którym podwieziono wiernych ze Zrębina do kościoła na pasterkę. W nim Jan Sojda i kilkadziesiąt innych osób z wioski piło alkohol. W libacji brali udział m.in. sołtys i ORMO-wiec. Ofiary zostały wywabione z pasterki w kościele słowami Krycha, twój ojciec rozrabia w domu po pijaku, wracajcie szybko do chałupy. Ciężarna Krystyna Łukaszek, jej mąż Stanisław Łukaszek oraz 12-letni brat Krystyny – Mieczysław Kalita myśleli, że wrócą do Zrębina autobusem, jednak Jan Sojda nie wpuścił ich do pojazdu. Udali się więc w 4-kilometrową drogę do domu pieszo, poboczem drogi.