Zmuszony do podjęcia pracy zarobkowej, bohater wciąż dąży do zrobienia kariery. Po oblaniu kolejnego egzaminu aktorskiego wyjeżdża na prowincję, gdzie kompromituje się grą na akordeonie. Spotkawszy się z utalentowanym wokalnie zdunem, stopniowo przewartościowuje własne ambicje. Zaczyna chorować psychicznie – śni o tym, jak ojciec kopuluje z matką; ma też wizję krwi skapującej z sufitu podczas wyobrażonej rozmowy z matką. Z majaków na dworcu budzi go bezdomny, który po rozmowie z Tadeuszem wskazuje mu palcem Boga i mówi: „Gdyby nie On, już bym nie żył”. Bezdomny radzi Tadeuszowi, żeby ten obrał sobie Boga za swój cel.

Przekroczywszy limit wieku, Tadeusz bezskutecznie próbuje przekonać komisję egzaminacyjną, by pozwolono mu zdać trzeci egzamin wstępny. Swoim obelżywym zachowaniem i frustracją zraża komisję, a w akcie gniewu rzuca krzesłami. Jeden z mebli rozbija okno. Tadeusz trafia do szpitala psychiatrycznego, gdzie bez powodzenia próbuje malarstwa (maluje obraz całkowicie czarny). Jeden z pensjonariuszy zakładu, Andrzej, po przyjętym z obojętnością przez widzów przedstawieniu Król Edyp Sofoklesa ucieka i wyłupuje sobie oczy nożyczkami. Roztrzęsiony Tadeusz po wypuszczeniu z zakładu przyjeżdża do małżeństwa Grażyny i Alfreda, po czym przyznaje rację znajomemu, że nie chce już wykonywać zawodu aktora.