Reżyser pokazuje, jak wysiłek wkładany w taniec od dzieciństwa procentuje w kolejnych latach, ale również jak krótka jest kariera tancerki klasycznej. Przedostatnia kobieta, choć obiektywnie jeszcze dość młoda, wśród swoich koleżanek jest już seniorką, ostatnia może co najwyżej być nauczycielką młodych adeptek sztuki. Ewa Wycichowska tak oceniła film ze swojej perspektywy zawodowej:

Film o przemijaniu Kieślowski nie ogranicza się – jak to miało miejsce w stworzonej przez Karabasza estetyce filmu – do zapisywania codzienności. Pokazanie scen z życia staje się podstawą do refleksji o ulotności życia. Kariera tancerki jest metaforą przemijalności.

Kobiety przedstawione w filmie łączy nie tylko balet, wszystkie są brunetkami o podobnych rysach twarzy. Poprzez zastosowanie czarno-białej taśmy oraz długiej ogniskowej obiektywu, która sprawia, że tło poza bohaterką traci ostrość, można odnieść wrażenie, że wszystkie przedstawione sceny dzieją się w podobnym otoczeniu. Postacie bohaterek i tło stają się jednorodne. Sprawia to, że widz, oglądając film, wykracza poza zarysowaną w tytule filmu (Siedem kobiet...) strukturę i patrzy na bohaterki jak na jedną postać.