De Ruyter jednak odmówił, nie dając de Wittowi innego wyjścia, jak zaproponowanie tego stanowiska van Waasenaerowi. Pułkownik kawalerii na początku zdecydowanie odmówił, przypominając, że nie ma żadnego doświadczenia, jeśli chodzi o walki na morzu i że nie był nawet kapitanem okrętu. Nacisk polityczny na jego osobę okazał się jednak zbyt wielki i w końcu zmusił go do wyrażenia zgody.

Nowa taktyka W 1654 roku marynarka wojenna Holandii otrzymała nowego naczelnego dowódcę Jacoba van Wassenaera Obdama, admirała-porucznika prowincji Holandii i Zachodniej Fryzji, który był całkowitym ignorantem w sprawach morskich. Ten niedoświadczony dowódca musiał teraz rozwiązać podstawowy problem holenderskiej marynarki wojennej w tym stuleciu, czyli jak pokonać przeciwnika posiadającego znacznie potężniejsze okręty wojenne. Ponieważ przybrzeżne wody Niderlandów były bardzo płytkie, budowa wielkich okrętów była wykluczona. De Witt w tym okresie przekonał Stany Generalne, by wyłożyć 4 miliony guldenów na sześcioletni program budowy nowych jednostek, które miały być znacznie większe od dotychczas używanych. Nowe holenderskie okręty liniowe miały posiadać przeciętnie około 44 działa, co było uzbrojeniem tylko trochę większym od ówczesnych fregat brytyjskich.