Podobnie rzecz miała się z resztą społeczeństwa. Wysokie podatki, brak ochrony przed nadużyciami urzędników i arystokracji, ostentacyjny dostatek dworu, przywileje podatkowe dla obcych i wiele innych, podobnych czynników, spowodowały zerwanie więzi między zwykłymi mieszkańcami a władzą centralną. Była ona postrzegana jako nieomal obca, element ucisku, wiecznie pragnący pieniędzy i nie dający w zamian żadnych gwarancji i usług. Lokalni przedstawiciele władzy często byli przysyłani ze stolicy, nie mieli żadnych związków z terenami, którymi administrowali. Na domiar złego często postrzegali oni urząd jako okazję do dorobienia się, znane są przypadki nakładania dodatkowych obciążeń fiskalnych na ludność czy kradzież podatków należnych władzy centralnej.

Oprócz braku więzi z państwem społeczeństwo cesarstwa trapiła inna choroba – brak silnego poczucia więzi między jego mieszkańcami. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy był fakt, że Bizancjum nigdy nie było państwem jednolitym etnicznie. Mieszkańcy różnili się pochodzeniem i językiem, obok siebie żyli na przykład Grecy, Żydzi, Syryjczycy, Arabowie, Turcy, Słowianie, Ormianie czy łacinnicy. Istniały także różnice religijne, mieszkańcy praktykowali różne wyznania chrześcijańskie, także te uważane za heretyckie oraz judaizm i islam.