Jego apostolska miłość powoli zwyciężała Basutosów, którzy początkowo nie dowierzali kapłanom katolickim; przez tę miłość stał się też wielkim przyjacielem młodzieży.
Misja św. Moniki W 1876 biskup Jolivet wybrał o. Gerard na założyciela misji w pogańskiej okolicy, znanej z rozwiązłych obyczajów. Nazwano ją misją św. Moniki. Podczas długiego, 20-letniego pobytu w tym miejscu ogarnęło go "szaleństwo dusz". Całe dnie jeździł na swoim koniu Artabanie w poszukiwaniu potrzebujących Basutosów, a kiedy nastawała noc, wracał wyczerpany i przy blasku świecy odmawiał brewiarz. Aby nie zasnąć przy nim, akompaniował sobie na starej fisharmonii. O. Józef wrócił na misję Roma w 1897 r. Pomimo swego wieku i kondycji wciąż narażał się na rozmaite niebezpieczeństwa, z których zawsze wychodził szczęśliwie. Nadano mu z tego powodu przydomek "Ramehlolo" – ojciec cudów. Do ostatnich chwil swego życia czuł ogromną potrzebę głoszenia słów Chrystusa. Przykuty do łóżka w czasie choroby, wołał do siostry zakonnej i pytał "Gdzie jest mój Artaban?