Zulusi, używając oszczepów całkowicie roznieśli oddział brytyjski, który nie był w stanie przedrzeć się w walce na bagnety.

Po odniesionym zwycięstwie Zulusi przystąpili do plądrowania obozu. Najcenniejszym łupem było ponad tysiąc karabinów Martini-Henry i 250 tysięcy sztuk amunicji do nich. Zdobyte zostały także dwa działa oraz bateria rakiet. Zulusi nie potrafili jednak obsługiwać tej broni, więc był to łup bardziej prestiżowy niż praktyczny. Każdy wojownik starał się przebić swoją włócznią ciała poległych żołnierzy, aby w ten sposób zadośćuczynić tradycji „obmycia włóczni krwią”. Zulusi sprofanowali także ciała przeciwników, gdyż zgodnie z ich wierzeniami, w ciele pokonanego wroga jest uwięziona dusza, którą trzeba uwolnić przez rozcięcie podbrzusza, co przez społeczeństwo angielskie było uważane za barbarzyństwo.

Po powrocie koło zmierzchu Chelmsford zastał już tylko pobojowisko pełne trupów. Padło ponad 1300 Anglików i ich sprzymierzeńców i około 2 tys. Zulusów.

W czasie bitwy pod Isandlwana nastąpiło częściowe zaćmienie Słońca, ale w ogniu walki mało kto to zauważył.