W lipcu, po dwóch miesiącach samotności w głuszy, Chris doszedł do wniosku, że wróci do cywilizacji. 3 lipca spakował się i ruszył w ponad trzydziestokilometrową trasę do drogi. Jak się jednak okazało, rzeka Teklanika bardzo zmieniła się od czasu, kiedy przekraczał ją pierwszy raz. Teraz płynęła bystrym nurtem, zasilanym przez topniejące lodowce Alaska Range (w dzienniku zapisał „Katastrofa... Zalany. Rzeka wygląda niemożliwie. Samotny, przerażony”). Wrócił do autobusu, jako że uważał tę decyzję za najrozsądniejszą. Kilkaset metrów w dół rzeki istniał prosty sposób przekroczenia jej. Jednak McCandless posiadał jedynie prostą mapę skradzioną ze stacji benzynowej i nie wiedział o istnieniu stacji pomiarowej Amerykańskiego Towarzystwa Geologicznego, która byłaby zaznaczona na mapie topograficznej. Brzegi Teklaniki spina tam stalowa lina, która pozwalała naukowcom mierzyć sezonowe wahania poziomu wody. Stacja była jednak niewidoczna z poziomu miejsca, gdzie stał Chris.

12 sierpnia napisał ostatnie słowa w swoim dzienniku: „Piękne jagody”.