Pułkownik Konopka, widząc olbrzymią przewagę nieprzyjaciela, wydał jedyny możliwy w tej sytuacji rozkaz wycofania się ku głównym siłom francuskim.
Szwadrony wykonały zwrot i w szyku marszowym ruszyły w kierunku Orgaz, z pułkownikiem i majorem Andrzejem Ruttié na czele. Straż tylną nadal stanowiła 5. kompania, która osłaniała resztę oddziału.
Ułani prowadzeni przez Konopkę wkrótce natknęli się na dwa pułki kawalerii hiszpańskiej stojące na ich drodze. Konopka zawołał: „Naprzód dzieci!” i idąca na czele 8. kompania pochyliła lance uderzając na wroga. Był nim pułk karabinierów królewskich (hiszp. carabiñeros reales), jeden z lepszych w armii hiszpańskiej. Tarasował wąską drogę nad przepaścią nie mogąc się ani wycofać, ani iść naprzódTamże..
Rozpoczęła się bezpardonowa walka. Lansjerzy mieli przewagę długości lanc, więc karabinierzy, uzbrojeni w pałasze, byli z góry skazani na przegraną. W straszliwym ścisku, gdzie w szeregu walczyło nie więcej jak kilku ludzi, tworzyły się zatory z trupów końskich i ludzkich, co utrudniło wszelki manewr. Karabinierzy, stłoczeni pomiędzy atakującymi Polakami i stojącym za nimi następnym pułkiem hiszpańskim, nie mieli żadnych szans. Jedni w rozpaczy rzucali się w przepaść, inni próbowali wdrapywać się na skalne zbocza.