Długosz utrzymuje, że przeciwnik został całkowicie pobity i tylko zaledwie garstka najeźdźców uszła z życiem.

Wedle współczesnego historyka Mariana Biskupa, Długosz po części mija się z prawdą. Jego zdaniem chłopi nie zetknęli się ze wszystkimi oddziałami najeźdźców, które były częściowo rozproszone w poszukiwaniu zdobyczy, a jedynie z czołowymi zastępami i ich głównodowodzącymi. Uważa, że ułatwiło to piechocie chłopskiej atak na konne głównie siły przeciwnika, który pod naciskiem pospólstwa począł uciekać pociągając za sobą zastępy piechoty oraz porzucając wozy (tj. wagenburg). W ręce polskie wpadły 4 chorągwie inflanckie z chorągwią mistrza inflanckiego na czele. Poległ jeden z głównych dowódców – komtur tucholski Hohenkirchem, którego zwłoki obdarte ze zbroi i szat leżały na polu walki. Padł także komtur mitawski. Natomiast głównodowodzący marszałek inflancki Nesselrode wraz z komturem goldyńskim i wójtem grobińskim oraz komturem domowym człuchowskim dostali się do niewoli i wraz z innymi znaczniejszymi jeńcami (łącznie ok. 50) przewiezieni do Poznania. Dowódca sił polskich Dobrogost Koleński zabrał do niewoli grupę pomorskich uczestników (z Tucholi, Człuchowa, Chojnic) i osadził ich w więzieniu w swojej wsi Prusy, żądając okupu za ich uwolnienie. Liczba poległych i potopionych w mokradłach nie jest bliżej znana.