Inne aspekty systemu oświaty mogą mieć jednak charakter zwykłych, konkurencyjnych dóbr prywatnych, które są najefektywniej alokowane na wolnym rynku bez interwencji – innymi słowy, w tym stopniu w jakim decyzje dokonywane jest racjonalnie i w oparciu o prawdziwe informacje, swobodny wybór uczniów i rodziców powinien działać optymalnie. Stanowi to podstawę propozycji bonów – w której oświata jest wspierana i regulowana tylko w najogólniejszy możliwy sposób, a szczegółowe decyzje pozostawione są uczniom i nauczycielom. Zakres występowania na tym obszarze zarówno zawodności rynku – np. nieuczciwego marketingu prowadzącego do błędnych decyzji rodziców – jak i zawodności państwa, oraz konieczność przeciwdziałających im liberalizacji lub regulacji, pozostają jednak kontrowersyjne, na co wskazuje na przykład komentarz z Brookings.
W praktyce podobny efekt można uzyskać bez stosowania bonów, przez umożliwienie swobodnego wyboru szkół, i uzależnienie ich finansowania od liczby uczniów i wyników nauczania – tak jak ma to z grubsza miejsce obecnie w Polsce. Libertariańscy zwolennicy bonów dążą jednak nie tylko do reformy samego finansowania, ale także przede wszystkim do deregulacji państwowego nadzoru nad programem edukacji.