W pierwszej fazie rozwoju morskich systemów rakietowych woda-ziemia zarówno ZSRR, jak i USA traktowały ten rodzaj broni jako broń wyłącznie taktyczną bez znaczenia strategicznego. thumb|left|USS „Grayback” w trakcie przygotowań do odpalenia pocisku manewrującego Regulus II Od 1945 roku wielu oficerów związanych z bronią podwodną podkreślało przydatność okrętów podwodnych do ataku na wrogie terytorium. Okręty tej klasy nie mogły rzecz jasna przenosić dużej liczby broni, miały jednakże możliwość skrytego działania w pobliżu wrogiego terytorium oraz dostarczenia ładunków jądrowych do żywotnych celów na terytorium przeciwnika w niewielkiej odległości od wybrzeża. Po przeprowadzeniu startu V-2 z lotniskowca „Midway” w 1947 roku, US Navy nie przykładała jednak większej wagi do pocisków balistycznych, skupiając się na innych rodzajach nowych broni, w szczególności związanych z lotniskowcami. Piętno na amerykańskim stosunku do broni rakietowej odcisnęło wywodzące się z II wojny światowej postrzeganie floty wojennej przede wszystkim jako projekcji siły grup lotniskowców. Niezależnie bowiem od znaczącej roli, jaką odegrały amerykańskie okręty podwodne w trakcie wojny na Pacyfiku, lotniskowce wciąż pozostawały centralnym elementem amerykańskiej floty.