Usługi szybko się poszerzały, a cenniki drukowano w pismach o teatrze, np. w „Musical Times” w Londynie. Usługi klakierskie obejmowały aplauz przy wejściu aktora na scenę, po zakończeniu aktu lub sztuki, okrzyki typu „bis”, „brawo” czy wymuszenie bisowania. Nieoficjalnie można było załatwić negatywne reakcje: gwizdy, śmiechy oraz deprymujące komentarze, co było rzadsze i trzymane w tajemnicy, bo można było narazić się np. na pojedynek. Jeśli szykujący się do występu jakiś przyjezdny artysta lub trupa nie raczyli wynająć klaki, szef klakierów zwykle im przypominał o tej konieczności, grożąc darmowym pokazem takiej klaki negatywnej.
Wśród klakierów pojawiły się też specjalizacje: pleureuse – kobieta potrafiąca skłonić publiczność do płaczu; nieodłącznym jej atrybutem była chusteczka często przykładana do oczu, bisseur – specjalista od wywoływania bisów, rieur – „rozśmieszacz” sali, chatouilleur – prześmiewcy i krytykanci, jeden zaczynał temat, a drugi go puentował, wywołując na sali salwy śmiechu zupełnie niezwiązane ze sztuką, rozpraszało to uwagę sali i myliło aktorów.