Nie ma róży bez ognia to zbitka słów z dwóch polskich przysłów: nie ma róży bez kolców oraz nie ma dymu bez ognia. W krytyce filmu pojawiła się opinia, że z tego powodu tytuł nic nie znaczy.

Autorzy dla urealnienia fabuły konsultowali treść scenariusza z prawnikiem. Bareja, będąc fanem amerykańskich komedii z lat 20. XX w., określał swój film jako pewien etap w tworzeniu współczesnej burleski, wyrażając jednocześnie nadzieję, że w polskiej kinematografii powstaną w przyszłości filmy podobne do tych, jakie Amerykanie kręcili przed wojną. Wiele miejsca poświęcił walce głównego bohatera ze złośliwością przedmiotów martwych. Scena z wchodzeniem Filikiewicza na dach może być uznana za nawiązanie do filmów z Busterem Keatonem i Haroldem Lloydem. Odgrywana była ona bezpośrednio przez Jacka Fedorowicza bez udziału kaskadera.

Zdjęcia do filmu zrealizowano w Warszawie (osiedle Piaski w dzielnicy Bielany, Centralny Dworzec Autobusowy PKS przy ul. Żytniej, Plac Trzech Krzyży, willa przy ul. Bieżanowskej 5) i w Konstancinie-Jeziornie (willa „Zorza” przy ul.