Kłopoty materialne poety zostały rozwiązane. III Republika Francuska odnosiła się do niego nadzwyczaj życzliwie. W 1873 otrzymał synekurę w postaci posady bibliotekarza w Senacie, a państwo obdarzyło go mieszkaniem w École des Mines przy bulwarze Saint-Michel. Wkrótce zyskał nawet posadę na Académie française. Otaczali go sławni ludzie, księżniczki i światowe damy. Był bywalcem salonów i postacią powszechnie znaną wśród najbogatszych elit. Wszystko to nie przyniosło jednak szczęścia poecie. Pomimo długo oczekiwanego sukcesu osobistego, Leconte de Lisle coraz bardziej pogrążał się w rozpaczliwej niezgodzie na zastany obraz świata; poeta nazwał swoją współczesność „wiekami przeklętymi” gnuśniejącymi „bez serc i bez ducha”, zabijającymi Boga „z napuchniętą kieszenią” i „z przekleństwem aż po wieczne czasy”. Cnotę nazwał „czczym słowem”, Miłość – „żółcią”, Nadzieję – „złocistym złudzeniem”, a Serce – kryjówką „złowrogiego dogmatu”. Pomimo buntowniczego tonu niektórych wierszy z tego okresu, w duchu parnasisty dominowało raczej poczucie beznadziei i duchowego wyczerpania, zwątpienie w wartości chrześcijańskie, a nawet przekonanie o tym, że Bóg opuścił człowieka. Powrócił również ból po niegdysiejszej utracie Marie-Elixène de Lanux Naciede oraz wspomnienie okrucieństw „białego człowieka”.