W więziennej celi ksiądz Grandier po modlitwie usiłuje zasnąć, przeszkadza mu jednak gwar tłumu zgromadzonego przed oknami – jak się okazuje – w oczekiwaniu na egzekucję, której ludność Loudun jest pewna, chociaż proces nawet się jeszcze nie rozpoczął. Wiedziony chrześcijańskim współczuciem ojciec Ambroży odwiedza w celi Grandiera, pragnąc go pocieszyć i modlić się z nim razem. Niebawem strażnicy polecają mu odejść, co Grandier doskonale rozumie, ponieważ nieposzlakowana szlachetność i uczciwość czcigodnego zakonnika mogłaby być niebezpieczna dla zamierzeń trybunału. Rozpoczyna się proces, określany mianem „parodii” autentycznego wymiaru sprawiedliwości. W jego wyniku nieszczęsny skazaniec ma być poddany „zwyczajnym oraz nadzwyczajnym” torturom, a następnie spalony na stosie. Jednakże nawet najokrutniejsze tortury nie są w stanie wymusić na nim przyznania się do czegoś, co – jak sam obwieszcza – jest nieprawdziwe. Do niedawna wytworny światowiec o wolnomyślicielskich obyczajach, okazuje on teraz zdumiewający hart ducha i wierność wierze oraz swoim przekonaniom. Ponury pochód kroczy z wolna na plac kaźni. Przed klasztorem św. Urszuli, gdzie jakoby miał dopuszczać się swych występków, ksiądz Grandier raz jeszcze oświadcza, że miejsce to jest mu nieznane, a o przebaczenie może prosić jedynie Boga.
Źródło i licencja
Fragment artykułu Wikipedia — Diabły z Loudun (opera) · historia autorów.
Tekst: CC BY-SA 4.0. Wydzielono fragment z dłuższego artykułu.