nocą na skraju lasu były wystawiane warty. Panowała w nich żelazna dyscyplina. W razie ataku mogły one szybko przybyć w zagrożone miejsce. Zujew postanowił też uzyskać zabezpieczenie od strony Niemców. Pojechał do Połocka, gdzie uzyskał od komendanta miasta amunicję. Okazała się ona jednak nieprzydatna, gdyż była przeznaczona do niemieckich karabinów, a starowiercy byli uzbrojeni w broń sowiecką. Zujew ponownie przybył do Połocka, otrzymując tym razem – obok amunicji – ok. 50 karabinów (było to zresztą nielegalne postępowanie). Michaił J. Zujew, po powrocie do rodzinnej wsi, rozbudował oddziały samoobrony. Były one uzbrojone nawet w 4 sowieckie (zdobyczne) karabiny maszynowe. Starowiercy reaktywowali też swoje cerkwie, zniszczone w czasach sowieckich. Wiosną 1942 r. do wsi starowierców zbliżył się antypartyzancki oddział złożony z Estończyków, ale po tym, jak Zujew wyprowadził przeciwko niemu swoją samoobronę, wycofał się i więcej nie pojawił. Po kolejnym spotkaniu z komendantem Połocka, ten obiecał Zujewowi ochronę od represji ze strony SD i SS. W zamian starowiercy wysyłali niemieckiemu garnizonowi miasta żywność, siano itp. Dobre stosunki z Niemcami pogorszyły się, kiedy zmienił się komendant Połocka. Nowy komendant nakładał na starowierców coraz to nowe obowiązki, które oni regularnie starali się wypełniać.