W trakcie procesu produkcyjnego saletra amonowa, dla zapobieżenia zawilgoceniu, została wymieszana (nie wiadomo, czy zgodnie z zaleceniami) z gliną, wazeliną, kalafonią i parafiną. Następnie zapakowano ją w papierowe worki i umieszczono w wagonach kolejowych. W czasie transportu lub w magazynie portowym worki z nawozem znalazły się pod wpływem wysokiej temperatury, co zaktywizowało chemicznie azotan amonu. Według późniejszych zeznań robotników portowych worki były ciepłe. Ponadto późniejsze dochodzenie wykazało, że worki wykonane z pojedynczej warstwy papieru łatwo ulegały uszkodzeniom tak, że niebezpieczna zawartość wysypywała się z nich (później zalecono, aby worki wykonywano z 2 warstw papieru wzmocnionych asfaltem lub tkaniną).

Wypłynięcie „Grandcampa” było opóźnione przez nieterminowe dostarczenie saletry amonowej do portu, więc 16 kwietnia kazano dokerom rozpocząć załadunek o godzinie 7.00 zamiast 8.00, jak było przyjęte w tym porcie – jednakże nie poinformowano o tym obsługi magazynów portowych, która otwarła je dopiero o 8, i w rezultacie dokerzy od 7.00 do 8.00 czekali na pokładzie, paląc papierosy przy otwartych lukach ładowni (było to zabronione, ale kierownik dokerów nie egzekwował zakazu palenia). O 8.00 dostarczono nawóz i dokerzy rozpoczęli załadunek.