wierzył w tym czasie, że rząd Vivianiego realnie jest przeciwny wojnie.
Zamach 30 lipca Jaurès wrócił do Paryża z podróży na prowincję i dowiedział się, że wojska rosyjskie rozpoczęły mobilizację. O godz. 20 razem z delegacją socjalistów spotkał się z Vivianim, od którego dowiedział się, że wojska francuskie przebywające nad granicą zostały wycofane o 10 km, by uniknąć wszelkich ewentualnych pretekstów do rozpoczęcia działań wojennych. Następnego dnia gazety paryskie poinformowały o mobilizacji austro-węgierskiej. Skłoniło to przywódcę socjalistów do próby kolejnego spotkania z szefem rządu oraz z ministrem spraw zagranicznych Ablem Ferrym. Ostatecznie rozmawiał tylko z tym drugim, od którego dowiedział się, że ambasador niemiecki w Paryżu przekazał Vivianiemu niemieckie ultimatum: żądanie natychmiastowego ustosunkowania się do działań rosyjskich. Jaurès był wyjątkowo wzburzony tą informacją. Chciał udać się do redakcji „Humanité” i wezwać w kolejnym artykule do robotniczej mobilizacji antywojennej. Zatrzymał się na posiłek w kawiarni Croissant położonej w bezpośrednim sąsiedztwie redakcji, dokąd regularnie przychodził.