Projekt napotkał zdecydowany sprzeciw, zarówno ze strony Urzędu ds. Kolonii, jak i Stowarzyszenia Misjonarzy, które uznały, że autorzy projektu dążą do „podboju i eksterminacji obecnych mieszkańców”. Misjonarze, tak anglikanie, jak i metodyści, byli poruszeni treścią broszur opublikowanych przez Wakefielda, w których twierdził, że jednym z zadań kolonizatorów jest „cywilizowanie barbarzyńców” którzy „ledwie potrafią uprawiać ziemię”. Maorysi, jak pisał, „łakną” kolonizacji i oczekują Anglików „jako istot oczywiście wyższych od nich do tego stopnia, że myśl o niepodległości i zrównaniu w prawach nigdy nie zagości w ich umysłach”. Wakefield sugerował, by w chwili, gdy maoryjscy wodzowie oddadzą za bezcen swą ziemię osadnikom, zostali „adoptowani” przez angielskie rodziny, które miałyby ich uczyć i korygować.

New Zealand Land Company Z końcem roku 1837 stowarzyszenie zaczęło zdobywać niejakie poparcie w kręgach rządowych, a w grudniu przedstawiony został projekt królewskiego dekretu, na mocy którego miało ono przejąć odpowiedzialność za administrację, a także za prawodawstwo, sądownictwo, wojskowość i finanse kolonii Nowa Zelandia pod ścisłą kontrolą brytyjskiego rządu. By jednak dekret mógł wejść w życie, stowarzyszenie – zgodnie ze słowami sekretarza ds.