Podobne pochody miały miejsce w Carcassonne, Nîmes i Montpellier – półmilionowa demonstracja, jaka miała tam miejsce 9 czerwca, była największym tego typu wydarzeniem w historii III Republiki.
Manifestanci domagali się natychmiastowego wdrożenia programu pomocy zrujnowanym producentom wina oraz bezrobotnym z Langwedocji. Zarzucali rządowi bezczynność i maskowanie braku planu działania efektownymi deklaracjami. Na sztandarach pojawiły się hasła znane z wcześniejszych powstań robotniczych: "Żyć pracując albo umrzeć walcząc" czy "Chleba lub ołowiu". Głównym wrogiem pracowników został okrzyknięty premier Georges Clemenceau. Po stronie protestujących stanęli rojaliści, Partia Radykalna oraz część hierarchii Kościoła rzymskokatolickiego (biskup Montpellier kazał otwierać kościoły w mieście, by protestujący mogli w nich przenocować). Z kolei socjaliści, ze względu na mieszany skład klasowy manifestacji (robotnicy winiarscy obok dawnych drobnych właścicieli), nie przedstawili spójnego stanowiska.