Grażyna Stachówna twierdziła po latach, że adaptacja ta „zagubiła emocjonalną esencję telewizyjnego Kabaretu, czyli po prostu te najzwyklejsze, najmilsze uczucia, które wypełniały pełen wdzięku świat Starszych Panów”. Kolejny utwór reżysera, adaptacja reportażu Krzysztofa Kąkolewskiego Ktokolwiek wie… (1966), został negatywnie przyjęty przez krytyków. Szczególnie wyróżniała się opinia Krzysztofa Teodora Toeplitza: „Dawno nie mieliśmy filmu tak złego, będącego mieszaniną nieudolności z pretensjonalnością”. Skok (1967), opowieść o napadzie chłopaków z państwowego gospodarstwa rolnego na bank, z dialogami autorstwa Stanisława Dygata, nie został zaakceptowany przez cenzurę, otrzymując dwuletni zakaz rozpowszechniania.

Niepowodzenia twórcze Kazimierz Kutz usiłował kompensować działalnością w środowisku filmowym. W 1966 został współzałożycielem Stowarzyszenia Filmowców Polskich. W 1968 w czasopiśmie „Ekran” (nr z 9 czerwca) opublikował tekst krytykujący tryb realizacji filmów, a w szczególności rolę kierowników literackich. W tym czasie trwała nagonka na inteligencję, piętnowaną wówczas przez środowisko Mieczysława Moczara i przez Władysława Gomułkę.