Wkrótce wywiad ustalił, że więzieniem duce jest hotel narciarski Campo Imperatore (zwany również Albergo-Rifugio), znajdujący się na płaskowyżu, na wysokości ok. 2000 m n.p.m. Przed przyjazdem Mussoliniego zostali ewakuowani wszyscy goście, przebywała tylko obsługa hotelu oraz około 200 osób ochraniających duce. Bez wątpienia miejsce wybrano znakomicie, gdyż prowadziła tam tylko jedna droga: kolejka linowa, którą łatwo było zablokować. Ponadto Niemcy bardzo mało wiedzieli o tym obiekcie. Na zwiad do hotelu został wysłany medyk, pod pretekstem sprawdzenia możliwości wykorzystania hotelu jako szpitala dla niemieckich żołnierzy, jednak włoscy strażnicy nie wpuścili go. Jedynym wyjściem z sytuacji było przeprowadzenie lotu rozpoznawczego. To jednak rodziło niebezpieczeństwo zaalarmowania strażników Mussoliniego. Zdecydowano, że bombowiec Heinkel He 111, wyposażony w aparat fotograficzny, będzie leciał na wysokości ponad 5000 metrów, co uchroni go przed zidentyfikowaniem przez Włochów, zaś teleobiektyw umożliwi zrobienie zdjęć wystarczająco dokładnych, aby rozpoznać wszystkie obiekty na szczycie góry.