4 września coraz większą aktywność wykazywały samoloty zwiadowcze i bombowe Luftwaffe. Po południu, z zadaniem spędzania niemieckich samolotów bombardujących polskie linie obronne oraz zaplecze, wystartowali por. Brzeziński, por. Wesołowski i kpr. Kawałkowski. W starciu z niemieckim Dornierem samolot kpr. Kawałkowskiego zapalił się, a ranny pilot wyskoczył ze spadochronem za linią frontu, po stronie niemieckiej. Uznano go za zaginionego. Samoloty pozostałych pilotów wróciły na lotnisko mocno postrzelane.

5 września w alarmie był klucz: ppor. Szulc oraz pchor. Andrzejewski i pchor. Łukaszewicz. Po południu eskadra otrzymała zadanie ataku na niemieckie bombowce operujące w rejonie Ostrołęki, Małkini i Ostrowi Mazowieckiej. W walkach w rejonie Ostrołęki pchor. Łukaszewicz trafił Dorniera. Samolot dymiąc odleciał w kierunku Prus Wschodnich. Polski klucz powrócił do bazy, a w jego miejsce wystartowali ppor. Grzech z pchor. Bondarem i kpr. Cichoniem. Z samolotami niemieckimi nie nawiązali już kontaktu. Kilkudniowe doświadczenia z walk wykazały zupełną nieprzydatność samolotów P.7a, wyposażonych w karabiny maszynowe typu Vickers, w walce z niemieckimi samolotami. Karabiny po kilku seriach zacinały się. Na meldunek por.