To właśnie tam poznał attaché wojskowego Syrii w Argentynie – generała Amina al-Hafiza, późniejszego premiera oraz prezydenta swojego kraju, sympatyka partii Baas, który w krótkim czasie zaliczał się już do kręgu jego bliskich znajomych (choć sam al-Hafiz po latach zaprzeczał przyjaźni z Tabetem). Po kilku miesiącach pobytu w Buenos Aires Tabet oznajmił, że pragnie wyjechać do Syrii, kraju swojego ojca. By mu to ułatwić, al-Hafiz wystawił stosowne listy polecające.

Misja w Syrii thumb|Kamel Amin Tabet w swojej rezydencji w Damaszku (1963) thumb|Kamel Amin Tabet (w środku) na Wzgórzach Golan W rzeczywistości na trzy tygodnie wrócił do Izraela, własnej rodziny (m.in. na pogrzeb ojca) i kolejnych szpiegowskich szkoleń, by jesienią obrać ostateczny cel swojej misji – Damaszek. Dotarł tam w lutym 1962 r. przez Marsylię, Genuę, Aleksandrię statkiem do Bejrutu, ostatnią część trasy pokonując samochodem z nowym syryjskim „przyjacielem”, człowiekiem również zwerbowanym przez Izraelczyków. Wjazd do Syrii umożliwiły mu łapówki wręczone celnikom kontrolującym granicę. Zamieszkał w apartamencie naprzeciwko siedziby sztabu generalnego armii syryjskiej w Damaszku, w dzielnicy ambasad i konsulatów, dzięki czemu jego transmisje radiowe były długo niezauważone lub nie do namierzenia.