Przecięły je na pół granice państwowe między Indiami a nowo powstałym Pakistanem. Podzielono dwie strefy językowe, z katastroficznymi skutkami gospodarczymi. Bengal Wschodni odcięto od Kalkuty i od przewodzącej gospodarce mniejszości hinduskiej. W Pendżabie rozerwano sieci systemu nawadniania zabezpieczającego dobrobyt kraju. Resztę Indii też ogarnął duch podziału na tle różnic językowych. Ze względu na telugu utworzono nowy stan Andhra Pradesh. Nacjonalizm językowy stawał się siłą odśrodkową. Pojawiała się groźba, że lokalny patriotyzm Tamilów, Andhrów i mieszkańców Kerali może osłabiać ducha jedności Indii (jednoczonych dotąd panowaniem brytyjskim i hinduizmem). Problemem stał się też Bombaj. W tej gospodarczej stolicy Indii miejscowa ludność z Maharasztry mówiąca językiem marathi stanowi siłę roboczą, ale pieniądze napędzające ekonomię pochodzą od Gudżaratów, Parsów i Sindów. Konflikt gotowy. Różnojęzyczna mniejszość decydująca o rozkwicie miasta chciałaby z niego utworzyć odrębną jednostkę administracyjną, ale Maharasztra się na to nie zgadza. Dwa wielkie niegdyś ludy Indii: słynący z męstwa Marathowie i szczycący się rozkwitem kultury Bengalczycy tracą na znaczeniu. Prym wiodą biznesmeni z Gudżaratu, który dał kiedyś Indiom Gandhiego.