2 maja o godzinie 11:30 doszło do kolejnej erupcji. Nad stożkiem wulkanu wytworzyła się duża czarna chmura popiołu, a na prawie całą północną część wyspy spadł deszcz drobnego pumeksu. Na Le Prêcheur spadł dodatkowo popiół, który zmusił mieszkańców do ucieczki do Saint-Pierre. Na zboczach góry pomarły pasące się tam zwierzęta, kiedy popiół pokrył pastwiska. Gazeta Les Colonies zapowiedziała przesunięcie pikniku górskiego, zaplanowanego na 4 maja. Pochodzący z Neapolu Marino Leboffe, kapitan zacumowanego w porcie frachtowca Orsolina armatora Pollio Fratelli S.R.L., stwierdził:

„Nie wiem wprawdzie nic o Montagne Pelée, ale gdyby Wezuwiusz wyglądał tak jak ta góra, natychmiast uciekłbym jak najdalej.”

Tak też postąpił i odpłynął wraz z załogą, chociaż statek załadowany był dopiero do połowy. Na groźby sankcji karnych, takich jak więzienie czy utrata patentu kapitańskiego, którymi inspektorzy celni chcieli zmusić go do pozostania na wyspie, odpowiedział: „A kto je na mnie nałoży? Jutro wszyscy będziecie martwi.”