Spektakl kończy się wesołą "międzynarodówką", podczas której każdy śpiewa najpiękniejszą pieśń swojego kraju. Całość wieńczy nowa improwizacja Korynny na temat geniuszu Karola X.
O operze Podróż do Reims stanowi raczej rodzaj inscenizowanej kantaty niż operę. Wątła akcja jest w niej bowiem tylko pretekstem do uświetnienia uroczystości koronacyjnych. Utworem tym Rossini inauguruje nowy gatunek, który z czasem doczeka się kilku wybitnych realizacji: operę-kabaret, czy też operę-szopkę na tematy aktualne. Każdy z wykonawców ma w niej osobny skecz i uczestniczy w scenach zespołowych, przyczynia się do postępów pozornej intrygi i na koniec przyłącza się do współwykonawców w zbiorowym finale. Podróż do Reims jest też operą w operze, wielkim autocytatem i operą o niczym. Rossini drobiazgowo przestrzega form. Utwór otwiera dramatyczna introdukcja Madame Cortese, po niej następuje tragiczna aria nad zagubioną garderobą, łącznik (tempo di mezzo) i tryumfalna cabaletta o ocalonym kapeluszu. Jest sytuacyjny sekstet i potężne concertato. Rossini parodiuje własne schematy, przewrotnie demaskując ich sztampowość i pustkę. Odtwórcy głównych ról olśniewają stylem lirycznym, heroicznym i komicznym. Portrety psychologiczne są nakreślone wyraziście: nie sposób pomylić egzaltowanej Hrabiny z pełną godności Markizą czy ekstatyczną Korynną.