Cebruk rozdzielił ją na cztery grupy w sile niepełnego plutonu każda (był to poważny błąd, polegający na rozproszeniu i tak niewielkich sił) i nakazał dwóm pierwszym grupom marsz w głąb doliny w kierunku oddalonego o 2 km od Sangam kiszłaku Daridam. Jedną grupę pozostawił w Sangam, a czwartej wydał rozkaz wspiąć się na grzbiet i ją osłaniać. Rozkazu dalszego marszu nie otrzymały osłaniające 1 kompanię od strony gór dwie pozostałe: 2 i 3 kompania.

Jako pierwsza ok. godz. 5.00 do Daridam podeszła grupa ppor. Kuzniecowa i od razu znalazła się pod ogniem mudżahedinów. Dowódca kompanii wraz z czterema żołnierzami udał się na plac boju, gdzie poległ jako jeden z pierwszych, trafiony kulą w gardło. Żołnierze pozostałych grup zalegli na prawym zboczu doliny, próbując się na nim umocnić. Od tego momentu dowódca oddziału, mjr Tierientiew, stracił w praktyce jakąkolwiek możliwość dowodzenia jednostką. Mudżahedini, doskonale znający teren, wychodząc na tyły kompanii, zamknęli ją w okrążeniu. Na podejściach do Daridamu wystawili umocnione posterunki, uzbrojone w wkm-y DSzK, rozpoczynając regularny ostrzał radzieckich żołnierzy. Pozbawieni wsparcia komandosi próbowali umocnić się, gdzie kto mógł. W nadziei na rychłe wsparcie lotnicze zapalili pomarańczowe świece dymne, co tylko ułatwiło celowanie atakującym.