Zapas amunicji, jaki ze sobą zabrali, przewidziany był na wypad ćwiczebny, a nie na regularną bitwę. Rozproszeni i przygwożdżeni ogniem nie byli w stanie nawiązać łączności z dowódcą batalionu. Ten znał przebieg zdarzeń z relacji dowódcy 3 kompanii, który jako jedyny był w stanie obserwować z góry Daridam. Mjr Tierientiew przez dłuższy czas nie wzywał jednak artyleryjskiego i lotniczego wsparcia, ponieważ nacierających mudżahedinów, mylnie brał za atakujących z góry jego żołnierzy. Według innych relacji przez dłuższy czas był przekonany, że elitarny specnaz sam sobie da radęCarey Schofild, Komandosi rosyjscy, Warszawa 1996, s. 89-90. Kiedy 2 i 3 kompania w końcu ruszyły na odsiecz, zostały ostrzelane ogniem ckm-ów i lekkich moździerzy.

W tym samym czasie w Asadabadzie organizował się kombinowany oddział ratunkowy na transporterach opancerzonych, wzmocniony czołgami sąsiedniego batalionu piechoty. Jednak ciężkie pojazdy nie mogły przeprawić się przez Kunar i kolumna musiała skorzystać z oddalonej o 10 km przeprawy mostowej w Naubad, a następnie przebyć jeszcze 13 km drogi powrotnej do Marawary. Prawie 23 km, najeżoną minami, zrytą wąwozami i jarami górską marszrutę, w ciągu kilkunastu godzin przebył tylko jeden transporter. Nie mógł on już zmienić losów kompanii.