Krytyka była podzielona. Dziennikarz Neue Freie Presse pisał trzy dni po premierze: Kompozytor zadowolił się korzystaniem z procentów od dawnych swych pomysłów. Zwłaszcza walce o melodiach wędrujących parę tonów w dół i parę w górę są bywalcom teatrów operetkowych znane już na pamięć. Kiedyś brzmiały nowocześnie i świeżo, dziś sprawiają przykre wrażenie mechanicznie powielanej kopii. W orkiestrze stale łkają przesłodzone skrzypce, tokujące flety, harfa, dzwoneczki; wszystkie nęcąco-podniecające środki wyrazu erotycznej operetki, a nawet opery werystycznej zostały tu użyte. Innego zdania była Deutsche Volksblatt: Lehàr dokonał tutaj nadzwyczajnej pracy. Jeśli chodzi o jej muzyczną stronę, to śmiało można uznać tę operetkę za operę komiczną; orkiestra brzmi tak śpiewnie, że chciałoby się wtórować jej śpiewem – Lehàr obdarza nas bogactwem przeuroczych melodii ubranych w nad wyraz subtelną szatę dźwiękową, przypominającą czasem Pucciniego. Część krytyków stawiało Hrabiego wyżej od Wesołej wdówki, inni uznawali go za utwór banalny i wtórny.