Pomimo akcentów krytycznych wobec postaw polskich polityków tuż przed II wojną światową, Stradomski odnalazł w Wolnym mieście „gloryfikację romantyczno-heroicznej polskiej mentalności”.
Nawet po przełomie transformacyjnym Wolne miasto spotykało się z otwartą nienawiścią części krytyków. Krzysztof Demidowicz z „Filmu” w 1992 roku pisał, że film Różewicza i Szczepańskiego „w sposób raczej mało wyrafinowany odwołuje się do uczuć narodowych, przeciwstawiając nikczemnym Niemcom schematycznie szlachetnych polskich pocztowców”. Stopniowo jednak Wolne miasto było poddawane ponownej ocenie, a z jego seansu wyprowadzano radykalnie inne opinie niż Stradomskiego czy też Demidowicza. Cezary Polak z czasopisma „Dziennik” pisał w 2011 roku, że film Różewicza i Szczepańskiego „jest nie apoteozą heroizmu obrońców Poczty Gdańskiej, lecz paradokumentalną opowieścią o walce o honor, godność i ocalenie człowieczeństwa, którą w sytuacji zagrożenia podejmują zwykli ludzie – bez górnolotnych frazesów i bogoojczyźnianej retoryki”. Również Paweł Stachnik na łamach „Dziennika Polskiego” akcentował, że film Wolne miasto jako pierwszy pokazywał wojnę obronną Polski bez „zakłamania”. Stachnik przypominał, że „dotąd o kampanii wrześniowej można było mówić albo źle, albo wcale”.