Taki tragiczny los spotkał też Kolanowskiego. Wraz z towarzyszami został on przewieziony do Zgorzelca, gdzie został przesłuchany przez Wilhelma Scharpwinkela, szefa Gestapo z Wrocławia. 31 marca wraz z ośmioma innymi jeńcami został zabrany ze Zgorzelca przez gestapowców, którzy rzekomo mieli go odwieźć z powrotem do Żagania. 7 kilometrów za Iłową, w odludnym miejscu, koło skrzyżowania szosy ze Zgorzelca do Żagania z autostradą Berlin-Wrocław, konwój zatrzymał się "dla rozprostowania nóg". W tym miejscu Scharpwinkel, jego podwładny Luchs i kilku innych gestapowców rozstrzelali z pistoletów maszynowych wszystkich więźniów. Oficjalnie podano, że zginęli oni podczas próby ucieczki. Aby zatrzeć ślady zbrodni, ciała jeszcze tego samego dnia spalono w krematorium na Cmentarzu Komunalnym w Legnicy. Prochy rozstrzelanych umieszczono w urnach, które przewieziono do Żagania. Później umieszczono je w pomniku, który jeńcy, za zgodą władz niemieckich, wznieśli na terenie obozu ku czci pomordowanych. Po wojnie, w 1948, prochy Włodzimierza Kolanowskiego i innych pomordowanych ekshumowano i ponownie pochowano na Cmentarzu Wspólnoty Brytyjskiej na Cytadeli w Poznaniu. Pośmiertnie Włodzimierz Kolanowski został odznaczony Krzyżem WalecznychA. Podsiadły, J. Wawrzyniak, Porucznik Włodzimierz Kolanowski (1913–1944), s.