Mateusz Werner pisał o nim jako „filmie, który nie wzbudza żadnych emocji”. Również Szabla od komendanta, rozciągnięta w czasie od wojny polsko-bolszewickiej do współczesności przypowieść o przekazywaniu wielopokoleniowej tradycji, spotkała się z dezaprobatą krytyków. Przykładowo Tadeusz Sobolewski z „Gazety Wyborczej” twierdził, że Kolski „z zaściankowości uczynił cnotę”. Szablę od komendanta pozytywnie przyjęła natomiast publiczność (35 tysięcy widzów). Kolski jednak pod wpływem krytyki prasowej złożył autokrytykę dotychczasowej twórczości: „Zrobiłem te filmy bezpiecznie, sięgając po wypróbowane narzędzia i sprawdzoną estetykę”.

Mimo to pogłębiał swój styl. Kolejne swe dzieło, Historię kina w Popielawach (1998), zrealizował ponownie w swej rodzinnej tytułowej miejscowości. Epopeja Kolskiego została rozciągnięta w czasie pomiędzy momentem, gdy pod koniec XIX wieku fikcyjny kowal Józef Andryszko (Bartosz Opania) wynajduje maszynę wyprzedzającą kinematograf braci Lumière, a latami 60. XX wieku, kiedy jego daleki potomek Szustek próbuje zrekonstruować wynalazek przodka (Michał Jasiński). Anegdotyczną fabułę Kolskiego uzupełniał zarazem zupełnie nowy styl kinematograficzny.