Poza muzyką w życiu Jonathana nic się nie liczyło, lecz postanowił zająć się tematyką związaną ze śmiercią. Już od jakiegoś czasu fascynowały go horrory i muzyka gotycka. Wpadł więc na nietypowy pomysł – postanowił uczestniczyć w szkolnym pokazie przeprowadzania sekcji zwłok jako asystent. Mniej więcej w tym czasie zwolniło się miejsce w Biurze Koronera Hrabstwa Kern, gdzie Jonathan zgłosił się na rozmowę kwalifikacyjną, w wyniku której został przyjęty. Co prawda początki były trudne, gdyż Davisa często mdliło, ale wkrótce się przyzwyczaił do dźwięku skalpela otwierającego ludzkie ciało.
Pierwszy rok pracy u koronera przyniósł Jonathanowi zadowolenie, postanowił więc związać swoją przyszłość z dziedziną preparacji zwłok. Co prawda nadal był zafascynowany muzyką, a wizja zrobienia kariery w show-businessie pozostawała pociągająca, jego rodzice odnosili się jednak do tych pomysłów z większym dystansem, powołując się na przykład ojca, Ricka Davisa, któremu nie powiodła się kariera muzyczna. W 1989 roku zapisał się do Szkoły Pracowników Pogrzebowych w San Francisco – do domu wrócił z dyplomem i znalazł stałą pracę w Biurze Koronera Hrabstwa Kern. Rodzice byli z niego dumni. Jonathan chciał zostać w przyszłości zastępcą koronera.