Ponadto – oprócz fotografii, rubryk na dane personalne i adres – umieszczano w kenkarcie informację o wyznaniu posiadacza.

Dzięki temu, że w procedurę wydawania nowych dokumentów zaangażowani byli polscy urzędnicy, można było wystawiać kenkarty z fałszywymi danymi. Umożliwiało to zalegalizowanie nowych tożsamości członków ruchu oporu lub, ukrywających się po aryjskiej stronie, Żydów.

W czasie okupacji, obok komórek Armii Krajowej i Delegatury Rządu na Kraj specjalizujących się w fałszerstwie, działały „przedsiębiorstwa” produkcji dokumentów. Kenkarty można było zakupić na straganach i placach targowych już od 500 zł. Po Warszawie krążył nawet dowcip, że pierwsza obława na Kercelaku została zorganizowana po tym, jak gubernatorowi Fischerowi w czasie inspekcji zaproponowano kupno jego „własnej” kenkarty. Gestapo w roku 1943 szacowało, że w samej stolicy około 150 tysięcy mieszkańców posługiwało się fałszywymi dokumentami. Podobnie Komenda Główna AK oceniała pod koniec 1942 roku, że co dziesiąty mieszkaniec ma podrobioną kenkartę.

Inne dokumenty w Generalnym Gubernatorstwie