umiał być jednak świetnym słuchaczem i doradcą. W końcu zdał sobie sprawę, że potrafi w przerażający sposób wpływać na psychikę ludzką – w trakcie niby to niewinnej konwersacji wychwycić słaby punkt rozmówcy i potem w wyniku umiejętnie poprowadzonej rozmowy nakłonić go, do czego tylko zechce. Poczuł, że potrafi nawet namawiać ludzi do zbrodni w taki sposób, by nawet oni byli święcie przekonani, że inicjatywa wyszła od nich samych. Z czasem podsycanie do morderstw stało się jego pasją.

W Styles Norton od razu zaprzyjaźnił się ze wszystkimi. Za pomocą zręcznie prowadzonych rozmów budził w ludziach najdziksze instynkty. Pierwszą ofiarą był pułkownik Luttrell, w którego przypadku zbrodniarz wykorzystał narastające w duszy tamtego poczucie wstydu, wywołane licznymi upokorzeniami ze strony władczej małżonki. Kiedy wbrew nadziejom Nortona pani Luttrell przeżyła wypadek, znalazł sobie kolejną ofiarę – Hastingsa. Czułym punktem kapitana była troska o córkę i obawa o jej przyszłe życie. Morderstwu, które zapragnął popełnić kapitan zapobiegł jednak Poirot, przezornie dosypawszy przyjacielowi do wieczornego kubka czekolady środek nasenny. Norton przerzucił się więc na inny grunt – tym razem podjudził panią Franklin do zamordowania swojego męża, aby potem mogła poślubić Boyda Carringtona.