Broń nie była bardziej zaawansowana technologicznie niż konkurenci (np. kartaczownica Gatlinga czy Gardnera), była jednak solidna i bardzo niezawodna. Podczas prób w 1882 dziesięciolufowa wersja wystrzelała, bez żadnych zacięć, 3000 nabojów w 3 min 3 s (1000 strz./min ogniem ciągłym).
Nordenfelt dbał o reklamę kartaczownicy i dostosowanie jej do potrzeb klientów, konstruując wersje mające nawet do 12 luf – ówczesne władze wojskowe bardziej wierzyły w ogień salwowy niż seryjny. Wojska lądowe traktowały kartaczownice jako uzupełnienie artylerii i nie wykorzystały potencjału, jaki miała przenośna, jednolufowa wersja, mogąca służyć jako lekki karabin maszynowy. 2-, 4- i więcej lufowe wersje chętnie kupowały natomiast floty (by przekonać marynarkę brytyjską do zakupów Nordenfelt przeniósł nawet produkcję do Wielkiej Brytanii).
Sukces kartaczownicy przetarł drogę działom systemu Nordenfelta, które strzelały ogniem pojedynczym, wykorzystywały jednak naboje zespolone by osiągnąć wysoką szybkostrzelność (do 12 strz./min).