Przed wojną powstało ich kilka, na emigracji zaś, gdy wiadomo już było, że swojego domu artystka nie zobaczy już nigdy, utrwaliła te wnętrza z pamięci, starając się ekspresję artystyczną zastąpić precyzyjnym oddaniem szczegółów.

Portrety, które na emigracji miały się stać podstawą utrzymania rodziny i także Domu „Pod Jedlami” w Zakopanem, z początku oscylowały pomiędzy stylistyką secesyjną (portret ołówkowy Marii Zawiszyny z 1923 r. czy Maryli Wolskiej z 1915 r.) a nowoczesnym traktowaniem koloru i formy we wczesnych autoportretach. Z kolei portrety męża, Michała Pawlikowskiego z lat 20. i początku 30. uderzają drapieżną wręcz ekspresyjnością. W czasie wojny i po niej Pawlikowska była zmuszona zarabiać na życie malując i szkicując portrety – na zamówienie, czy tworzone ad hoc, jako moneta obiegowa, co zdarzało się w okupowanej Polsce i potem, w trudnym początkowo okresie włoskim. Większość z nich, zwłaszcza te, dzięki którym zdobywała rosnącą popularność w kręgach arystokracji włoskiej, a potem brytyjskiej, nosi wyraźne cechy tradycyjnego malarstwa akademickiego.