W 1963 r. film pozytywnie zrecenzował dla "Tygodnika Powszechnego" Jan Józef Szczepański. Szczepański ocenił film jako "jedną z najbardziej udanych pozycji młodzieżowych naszej kinematografii". Pochwalił "obiecujący talent reżyserki" Sokołowskiej, pisząc, że ujawnia się on w jednym z "głównych uroków filmu", którym są "wyczute i bardzo precyzyjnie przeprowadzone konfrontacje wątków fantastycznych z codziennością". Pozytywnie wyraził się też o scenariuszu filmu, który uznał za "nie obciążony pedagogicznym natręctwem, pełen przygodowej werwy oraz humoru oraz przyjemnie zabarwiony baśniowym sentymentem, przetransponowanym umiejętnie na język współczesnych pojęć i akcentów wychowawczych". Za pionierskie i innowatorskie i "rozszerzające ścieżki dziecięcej wyobraźni" uznał "cybernetyczne zoo" Broszkewicza (ożywione maszyny, grające rolę bajkowych postaci drugoplanowych). Co do samej fabuły, Szczepański uznał trzecią przygodę za najmniej oryginalną i "najbardziej przesyconą werbalną dydaktyką", za co obwinił scenografię – bardzo plastyczną ale dla recenzenta jednak za teatralną.